Babska załoga – odc.2


Odcinek 2
          Mery już w przedszkolu wybrała swojego mężczyznę, z którym widziała swoją przyszłość. Spędzili ze sobą długie lata. Kochała go na zabój. Tylko on dawał jej pełnię szczęścia. Był jej całym życiem. Niestety, kiedy skończyli studia Steven stwierdził, że wie o niej już wszystko i po prostu odszedł. To był jeden z tych, którzy potrzebują wrażeń w związku, a Mery nie mogła mu tego dać. Znudził się nią i z tego, co wiem kilkoma innymi po Mery też.  Przez dwa lata dochodziła do siebie. Próbowałyśmy ją pocieszać, ale wcale nie było to łatwe. On zburzył całe jej idealne życie, zrównał z ziemią jej poczucie wartości. Mery wciąż nie wierzy w siebie i właśnie, dlatego przegrała zakład. Byłyśmy pewne, że awans ma w kieszeni, bo jest najlepszym informatykiem w Chicago tylko ona w to nie wierzyła.  Jednak się udało i teraz jest najlepiej zarabiającą panią informatyk. Naszym zadaniem teraz jest znaleźć dla niej faceta. Potrzebuje tylko tego do szczęścia, więc postaramy się jej pomóc. Od rozstania ze Stevenem nie miała nikogo. Lilly stwierdziła, że to zadanie dla niej.
       Lilly przez całe lata wspólnej nauki wyróżniała się swoją zadziornością. Uwielbiała facetów i igraszki z nimi. Do czasu, kiedy spotkała Mika bawiła się facetami, raniła ich uczucia, ale Mike był inny. Potrafił ją usidlić. Pokochała go, zaufała mu, oddała mu swoje serce, a on je zmiażdżył podobnie jak ona wcześniej setkom mężczyzn. Niestety los jest sprawiedliwy i zło, które wyrządzamy innym lubi do nas wracać. Pewnego wieczoru Lilly dostała SMS: „ Kochanie nie chcę cię skrzywdzić, dlatego musisz wiedzieć, że jestem gejem”. Próbowała się zabić. Na szczęście Vera zjawiła się w porę. Kiedy Lilly doszła do siebie próbowała jeszcze rozmawiać z Mikiem. Błagała go, żeby przyznał się, że ma inną kobietę, że po prostu jej nie kocha, ale nie, że jest gejem. To było dla niej takie upokarzające. Mężczyzna, z którym chciała spędzić życie okazał się gejem. Do dziś nie może sobie tego wybaczyć. Ona, twarda sex bomba dała się omotać gejowi. Od tego czasu jeszcze bardziej mści się na mężczyznach. Vera nie może tego znieść. Kocha Lilly jak siostrę, a jednocześnie nienawidzi jak najgorszego wroga. Ich ciągłe kłótnie wynikają z charakteru Very. Chce sprowadzić Lilly na właściwą drogę życia, pełną wiary i ufności w Boga. Niestety Lilly właśnie Boga obwinia za swoje krzywdy.
       Vera jest niedoszła zakonnicą.  Od zawsze była pobożna. Całe swoje życie poświęcała Bogu. Kiedy była już u progu wstąpienia w szereg jego oddanych służebnic, poznała Tomka. W trakcie swojego pobytu w zakonie na przyuczeniu pełniła wolontariat w ośrodku dla uzależnionych. Tomek był jednym z jej podopiecznych. Spędzali ze sobą wiele czasu, tak wiele, że dla Tomka Vera zrezygnowała z posługi Bogu. Postanowiła, że  będzie Mu służyć u boku Tomka lepiej, bo całym, szczerym sercem.  Po prostu się zakochała. Nigdy wcześniej nie widziałyśmy jej tak szczęśliwej. Tomek dodawał jej skrzydeł. To właśnie z nim przeżyła swój pierwszy raz. Niestety jej szczęście nie trwało długo. Okazało się, że Tomek ma AIDS. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. W ciągu dwóch miesięcy stan Tomka bardzo się pogorszył.  Vera czuwała przy nim dzień i noc. Modliła się, błagała Boga żeby jej go nie odbierał, ale Jego wola była inna. Tomek zmarł w Walentynki, dokładnie w rocznicę ich spotkania. W tamtym czasie bałyśmy się o Verę. Była tak bardzo zła na Boga, obwiniała go podobnie jak Lilly za swoje nieszczęście. Długo trwało nim zdołała zrozumieć. Uznała, że widocznie taka była Jego wola i pogodziła się ze stratą miłości swojego życia. Od tego czasu jednak stała się zgorzkniała i smutna. Wywołanie uśmiechu na jej twarzy graniczyło z cudem.  Nawet do wyjazdu musiałyśmy ją zmusić niemal siłą.
       Muszę jednak przyznać, że przy historii życia Andrei wszystkie jesteśmy wiekimi szczęściarami. Andrea zawsze była śliczną, uśmiechniętą dziewczyną. Jej cudowne, ciemne włosy sięgały niemal do pasa. Kochała taniec i śpiew, była taka kobieca i delikatna. Tego tragicznego wieczoru nikt nie zdołał jej jednak pomóc. Wracała z zajęć tańca. Było już późno. Droga do jej domu prowadziła przez dzielnice magazynowe. Wiele razy ostrzegałyśmy ją przed samotnymi spacerami w tamtych rejonach. Ona jednak zawsze roześmiana odpowiadała: ”Takiej tancerce jak ja nikt nie podskoczy”. Było jednak inaczej. Wracając do domu napotkała trzech pijanych mężczyzn. Jeden z nich zaczepił ją prosząc o papieros. Powiedziała, że nie ma. I to wystarczyło, żeby za karę cała trójka pobiła ją, brutalnie zgwałciła i zostawiła w ciemnym zaułku. Zakrwawioną i wyziębioną znalazł ją bezdomny mężczyzna. To on zadzwonił na pogotowie i uratował Andrei życie. Tyle, że to już nie to samo życie. Nieraz popłakuje w ukryciu. Jej męska charakteryzacja ma zrazić do niej wszystkich mężczyzn. Ten uraz, który siedzi w jej głowie jest tym bardziej bolesny, że nie złapali tych gwałcicieli. Andrea zrezygnowała z tańca na rzecz sztuk walki. Teraz potrafi się obronić, ale nawet to nie cofnie czasu i nie przywróci jej tej beztroskiej radości z życia.
        Moje życie w porównaniu do życia moich przyjaciółek jest najbardziej nudne i stereotypowe. Wszystko potoczyło się według powszechnego schematu. Miłość, ślub w tym miejscu powinny być jeszcze dzieci, których nie ma. I w sumie nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Może gdybym miała dzieci nie czułabym się taka samotna. A może byłoby mi jeszcze trudniej.  Ciąg dalszy schematu to kłótnie, coraz częstsze, późne powroty męża z pracy, w końcu odkrycie kochanki i rozwód. Było mi ciężko. Mimo tego, że już chyba nie kochałam Zacka, byłam do niego przywiązana. Po jego odejściu została pustka. Gdyby nie dziewczyny nie wiem, co by ze mną było. Ale one pokazały mi, że muszę żyć, że muszę walczyć o to całe szczęście. Jestem im wdzięczna, uratowały mnie przed samą sobą.
         Myślę, że już dość tych opowieści z dawnych czasów. Musimy się teraz przygotować na podróż naszego życia. Przyrzekłyśmy sobie, że jeśli dojdzie do tego wyjazdu to zrobimy wszystko, żeby odmieniło się nasze puste, szare życie.
      Samolot nagle się zatrząsł. Głośny krzyk Mery bardziej mnie przeraził niż ta niespodziewana turbulencja. Wszyscy pasażerowie oddychali szybko i nerwowo, ale tylko Lil krzyczała jak wariatka.
-Umieramy! Spadamy! Ratunku!
Pisk mikrofonu i twardy głos pilota trochę ją uspokoiły.
-Pasażerowie proszę o zachowanie spokoju. Mamy niewielkie problemy techniczne, zmuszeni będziemy do międzylądowania na najbliższym lotnisku. Dziękuję za uwagę i jeszcze raz proszę o zachowanie spokoju i postępowanie według instrukcji stewardess.
-Boże! Międzylądowanie! – Mary trzęsła się ze strachu…