Babska załoga. Odcinek 7

k-252CNzE0NjY3NTksNDgwMTkxMTI-253D-252Cf-252Czakochani6_ue_orig


Odcinek 7
   Hotelowy pokój przypominał pałacową komnatę. Kominek, stylowe meble i to wielkie łoże z baldachimem. Wprost idealny. Wielkie okno balkonowe było lekko uchylone.  Wyszłam spojrzeć na panoramę miasta. Z dziesiątego piętra widok był niesamowity. Wszędzie mnóstwo świateł, które wyglądały jak małe świetliki na tle czarnego nieba. Co kilka minut wzbijał się w przestworza laserowy błysk przecinając niewidoczna linię horyzontu. Usłyszałam pukanie do drzwi. Obsługa w tym hotelu była niezwykle szybka, dopiero, co zamówiłam dodatkowy ręcznik, a już byli na górze.
-Bardzo jesteście…- już wyciągnęłam dłoń po ręcznik, kiedy zorientowałam się, że człowiek, który stoi przede mną nie jest z obsługi.
-Czy tutaj mieszka pani Lili?- spojrzał zza ciemnych okularów mocno zdziwiony.
-Jak pan…? Czego pan tu chce i jak pan nas znalazł?- ciężko byłoby go nie rozpoznać.
Wysoki, w ciemnym eleganckim garniturze wyglądał bardziej elegancko niż wczoraj, kiedy spotkałyśmy go na zajeździe.
-Czy my się znamy?- był mocno zdezorientowany.
-Pan mnie nie zna, ale ja pana tak. I dla pana wiadomości Lili na pewno nie będzie chciała z panem rozmawiać. Ach! No tak! Chodzi o znaleźne. Czy sto dolarów wystarczy?- włożyłam mu banknot w dłoń.
Stał  i wpatrywał się we mnie z tępą miną. Nie wiedziałam, czego jeszcze chce.
-Pani się myli. Nie przyszedłem tutaj po znaleźne. Przyszedłem przeprosić panią Lili za moje zachowanie.- uśmiechnął się lekko speszony.
-Przeprosić?! Pan chyba żartuje.- zaśmiałam się nie mogąc uwierzyć w jego słowa- Ona chyba nienawidzi pana najbardziej na świecie. Zbezcześcił pan jej najcenniejszy skarb- pamiętnik. Nikt nie miał nigdy prawa wglądu do niego, a pan… Pan po prostu go przeczytał.- chyba zauważył moją wściekłość, bo uśmiech zniknął z jego twarzy.
-Czy mogę wejść i to wyjaśnić.- kajał się jak skarcony piesek.
Na ogół byłam ostrożna i nie wpuszczałam obcych mężczyzn do mieszkania, a już na pewno do pokoju hotelowego, ale w nim było coś takiego, co nie pozwoliło mi odmówić.
-Mam nadzieję, że nie ma pan niecnych zamiarów, bo znam sztuki walki.- mój ostry wzrok przeszył go na wskroś.
Odpowiedział cichym śmiechem. Nie wiem czy śmiał się z moich gróźb czy z mojej naiwności. W sumie to mnie to nie interesowało. Byłam tylko ciekawa, co ma mi do powiedzenia i dlaczego zadał sobie trud, żeby odnaleźć Lili.
Rozejrzał się po pokoju, panował w nim nieład. Większość mojej garderoby znajdowała się na łóżku, bo właśnie zastanawiałam się, co na siebie włożyć na dzisiejszy wieczór.
-Przepraszam. Porządek nie jest moją mocną stroną.- lekko się zawstydziłam. Pamiętam jak mój były mąż urządzał mi awantury z tego powodu.
-Spokojnie nie zabawię długo. Myślałem, że zastanę tu panią Lili. W jej pamiętniku- opuścił wzrok- była informacja, że będzie w pechowym pokoju numer osiemset trzynaście.
-Tak miało być. Niestety Lili jest bardzo przesądna, więc zamieniłam się z nią pokojem.
Dlaczego pan za nią przyjechał? Nie dość pan narozrabiał? Jeszcze nigdy nie widziałyśmy jej tak wściekłej jak podczas rozmowy z panem.- odwróciłam się na pięcie.
Chciałam dać mu do zrozumienia, że postąpił okropnie, ale on znów zaczął się uśmiechać.
-Co tak pana rozbawiło?- byłam coraz bardziej poirytowana jego zachowaniem.
-Przepraszam. Nie chciałem skrzywdzić Lili. Ona jest niezwykłą kobietą i dlatego też tutaj jestem. Nigdy jeszcze nie spotkałem kobiety, która tak perfekcyjnie potrafiłaby ukrywać swoje prawdziwe oblicze. Czy może mnie pani do niej zaprowadzić? Muszę ją przeprosić, bo zachowałem się jak drań. Zazwyczaj taki nie jestem, ale chciałem sprawdzić czy zareaguje i się nie pomyliłem.- przechadzał się po pokoju tam i z powrotem.
-O, czym pan mówi? Jak to sprawdzić?- grał mi już na nerwach.
-Jak mogę to ująć inaczej? Może po prostu powinienem powiedzieć, ze Lili mnie zachwyciła swoim wnętrzem. Jest cudowną osobą i chciałbym ją poznać bliżej, ale tą prawdziwą ją nie tą powierzchowną.- spojrzał na mnie spod ciemnych okularów.
Jego wzrok był przeszywający. Ciemne oczy miały w sobie coś magicznego.
-Więc jak…?- zatrzymał się na moment wyraźnie czekając na moją reakcję.
-Betty. Mam na imię Betty, a ty?
-Michael. Więc jak Betty, zaprowadzisz mnie do niej?- uśmiechnął się przymilnie.
-Michael myślę, że powinieneś wpaść na nią przypadkiem. Jeśli ja zaprowadziłabym cię do niej pewnie znienawidziłaby mnie na długi czas i mogłoby to wywołać niepotrzebną furię. Mogę natomiast powiedzieć ci, że dziś zjemy kolację w hotelu, reszta zależy od ciebie.- czułam się jakbym zdradzała Lil, ale on wyglądał na zdeterminowanego, więc prędzej czy później znalazłby Lil i przeprosił.
Może właśnie Lil potrzebuje takiego faceta. Przeczytał pamiętnik i stwierdził, że Lil ukrywa się pod pustą skorupą. Może on ją z niej zdejmie, kto wie?
-Dziękuję Betty. O nic się nie martw, tym razem będzie spokojniej.
-Mam nadzieję, ze nie zepsujesz nam wieczoru. Wystarczy, że wczorajszy był koszmarny.
-Coś się stało? – zaskoczyłam go tym wyznaniem.
-Tak. Nasza przyjaciółka Vera wpadła pod samochód przed wejściem do hotelu. Całą noc spędziłyśmy w szpitalu. – osunęłam się na łóżko na samo wspomnienie tych okropnych wydarzeń.
-Przykro mi. Czy wszystko z nią w porządku?
-Tak. Tylko kilka szwów i złamana noga, ale wyglądało groźnie.
-W takim razie ja już pójdę. Musze się przygotować na kolację.- puścił mi oczko i wyszedł.
    Po głowie plątało się mi wiele myśli, a jedną z najważniejszych było czy aby nie zrobiłam głupstwa. Gdyby się wydało, że z nim rozmawiałam Lil chyba by mnie zabiła.
Musiałam z kimś porozmawiać. Najodpowiedniejsza wydawała mi się Vera. Nie pozostało mi nic innego jak do niej zadzwonić.
-Cześć kochana, jak się czujesz?
-Świetnie.- Vera miała dziwnie wysoki, lekko zachrypnięty głos.- Czy coś się stało, że dzwonisz?
-Nie, nic. A u ciebie na pewno wszystko dobrze? Masz dziwny głos.- byłam zaniepokojona.
-Wszystko w porządku. Bet nie denerwuj się, ale nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię za godzinę.- zaśmiała się mimowolnie.
Słyszałam w tle głos mężczyzny i dziwne szmery.
-Vera powiedz co się dzieje, bo inaczej wsiadam w taksówkę i zaraz u ciebie jestem.- bałam się o nią. Sama w szpitalu, może ktoś chciał jej zrobić krzywdę. Nie mogłam na to pozwolić.
-Nie! Nie! Bet jest świetnie. Doktor Zack wspaniale się mną zajmuje.- po tonie jej głosu wywnioskowałam, że jest w dobrych rękach. Była bardzo zadowolona.
-W takim razie nie przeszkadzam. Odwiedzimy cię jutro. Całuski.
-Pa kochana miłego wieczorku. Mój na pewno będzie udany.- Vera znów zaśmiała się, a jej śmiech był chyba trochę kokieteryjny.
Zastanawiałam się, co to mogło znaczyć. Jeszcze nigdy nie słyszałam w jej głosie tyle ciepła. Może doktor faktycznie się nią dobrze zajmował.
Włożyłam na siebie fioletową sukienkę i zeszłam do restauracji. Wiedziałam, ze kolacja nie będzie przebiegać spokojnie, ale tego, co się wydarzyło nie mogłam się spodziewać.
Andrea, Mery i Lil już czekały przy stoliku. Andrea jak zwykle zaczesana do tyłu w eleganckim garniturze prezentowała się świetnie. Jej usilne starania w upodobnieniu się do mężczyzny niweczyła jej cudowna, kobieca figura i piękna delikatna twarz. Mery upięła włosy na bok i założyła swoją ulubioną kremową sukienkę. Wyglądała w niej prześlicznie, ale delikatnie mówiąc skromnie. Lil zaś wyróżniała się swoją ponętną, czerwoną mini i pięknie wyczesanymi, sięgającymi niemal do pasa blond kosmykami. Chyba wszyscy mężczyźni na sali zerkali na nią ukradkiem lustrując jej seksowne kształty. Całe szczęście ja nie zwróciłam większej uwagi swoją osobą. Nie wyróżniałam się kompletnie niczym. Byłam taka jak tysiące innych kobiet, więc nie wzbudzałam zainteresowania płci przeciwnej, co z resztą było wygodne. Nie musiałam się denerwować, że źle wypadnę, czy tym, że mogę się potknąć. Nawet jeśli coś takiego by mi się przytrafiło pewnie nikt by tego nie zauważył.
Dziewczyny były w świetnym humorze. Żartowały i śmiały się głośno.
-No na reszcie! Długo ci zeszło w tej wannie. Rozumiem mi tez nie chciało się z niej wychodzić. – Lil przytaknęła głową.
-Nie Lil. To nie wanna. Nie mogłam się zdecydować, co na siebie włożyć.- kłamanie nie przychodziło mi z łatwością, jednak nie mogłam się zdradzić.
-Kotku ty we wszystkim wyglądasz pięknie! Więc, nad czym tu myśleć?- Andrea poklepała mnie po ramieniu.
-Dobrze już, dobrze. Może coś zamówimy.- byłam głodna i miałam nadzieję, że zjemy zanim on zdąży zejść na dół.
-Tak, ja chcę owoce morza. Zawołam kelnera.- Lil nie zdążyła jeszcze ruszyć dłonią, kiedy zbliżył się do naszego stolika kelner niosąc trzy kolorowe drinki.
-Która z pań to Lili?- zapytał stawiając przed nami drinki.
-Ja. A o co chodzi?- Lil była zdezorientowana.
-To dla pani.- kelner podał jej małe, złote pudełko i niewielką kopertę.
-To dla mnie? Jest pan pewien?- Lil była coraz bardziej zadziwiona, ale uśmiech nie schodził z jej twarzy.
-Tak. Jestem pewien. Czy mogę odejść? – zapytał kłaniając się delikatnie.
-Tak, dziękujemy.- odesłałam kelnera zapominając o kolacji.
-Hej, a nasze jedzenie?- Andrea była zła.
Nie słuchałam jej. Moje serce biło jak oszalałe. Wiedziałam, że to on przysłał prezent i liścik, ale co mogło być w środku.