Babska załoga. Odcinek 8


Odcinek 8
    Lil otwarła pudełko i zaniemówiła. W środku na pluszowej, purpurowej podstawce lśnił piękny, złoty pierścionek z różowym kamieniem. Lil przyglądała mu się oszołomiona, na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
-To chyba jakiś żart?! To wasza sprawka?- zwróciła się do nas wciąż jeszcze nie wierząc, że pierścionek jest prawdziwy.
-Nie! Przysięgamy, że to nie my!- ręce mi drżały, kiedy brałam pudełko z jej rąk- Ale cudo!
Pierścionek był piękny, za piękny na przeprosiny.
-On chyba oszalał!- zamruczałam nieświadomie pod nosem, próbując zrozumieć to, co się działo.
-Co mówiłaś Bet?- Lil spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
-Co? Mówiłam, że to chyba szmaragd!- próbowałam się ratować, kiedy tylko zdałam sobie sprawę, że moje myśli przeobraziły się w słowa.
-Chyba diament.- Andrea była znawczynią cennych kamieni- I to raczej prawdziwy! Musi być wart sporo kasy.
-Piękny!- Mery westchnęła rozmarzona- Jakie to romantyczne!
-Chyba ktoś musiał mnie z kimś pomylić.- Lil skwitowała krótko.
-Przeczytaj liścik, on powinien wszystko wyjaśnić.- Andrea wskazała na małą kopertę leżącą przed Lili.
-Masz rację.- Lil otwarła kopertę i zaczęła czytać na głos- „Droga Lili” to chyba jednak do mnie „Na razie uważasz, że mnie nienawidzisz, ale jestem pewien, że się mylisz. Pokochasz mnie i to szybciej niż myślisz. Nasze drogi zeszły się nie przypadkowo. Byliśmy sobie pisani. Zakochałem się w twoim wnętrzu, jesteś cudowną, ciepłą i mądrą kobietą tylko trochę zagubioną. Ja pomogę ci się odnaleźć. Przyjmij ten pierścionek na znak mojego oddania.”- Lil czytała kartkę, a po jej policzkach spływały łzy- Ktoś robi sobie nietrafione żarty.- otarła łzy.
-To wszystko? Nie podpisał się?- zapytałam zaskoczona- Sprawdź na odwrocie.
Byłam wściekła jak mógł coś takiego napisać, tak ją zranić, a do tego się nie podpisać.
Lil odwróciła kartkę na drugą stronę i nagle na jej twarzy pojawił się grymas bólu i rozczarowania, który po chwili przerodził się w złość.
-Ten, ten wredny typ miał czelność tu za mną przyjechać.- podniosła głos tak mocno, że niemal wszyscy na sali zwrócili na nią uwagę.
-Uspokój się!- Andrea syknęła do Lili ostro- Kto? O czym ty mówisz?
-Ten dupek, który znalazł pinki.- Lili westchnęła ciężko.
-Może nie jest takim dupkiem skoro postanowił cię przeprosić.- próbowałam coś wskórać, ale Lil wciąż była wściekła.
-Bet, czy ty się słyszysz? Facet mnie obraża, wyśmiewa, a teraz bezczelnie śmie twierdzić, że go pokocham. O! Co to, to nie. Stać mnie na kogoś tysiąc razy lepszego. A ten szmelc wrzucę do toalety przy najbliższej okazji.- Lil wstała gwałtownie od stołu i udała się w stronę toalety z pudełeczkiem w ręku.
-Lil nie rób tego. To nie podróbka. To prawdziwe złoto.- krzyknęłam za nią, ale nawet się nie odwróciła.
Była już przy drzwiach do toalety, kiedy on zastąpił jej drogę i pocałował ją namiętnie. Przez chwilę się wyrywała, ale nie miała z nim szans. Poddała się. Obserwowałyśmy to z naszego stolika z szeroko otwartymi ustami. Byłyśmy zdumione jego bezczelnym, buńczucznym zachowaniem. Pocałunek trwał kilkadziesiąt sekund, a zdawało się jakby przywarli do siebie na wieczność. Wypuścił ją z objęć, spojrzał w oczy i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć znów złapał ją w tali i ponownie pocałował.
Kilka osób na sali cicho chichotało, kilka innych komentowało z oburzeniem jego zachowanie, a my wciąż siedziałyśmy jak zahipnotyzowane. Tym razem Lil odepchnęła go od siebie stanowczym ruchem i wymierzyła mu mocny policzek.
-Jak pan śmie? Powinni pana zamknąć za takie zachowanie.- wpatrywała się gniewnie w jego ciemnobrązowe oczy.
-Jeśli zamkną mnie z panią to mogę tam siedzieć do końca życia.- lekki uśmiech i mina niewinnego chłopca nie pomogły udobruchać Lil.
-Proszę sobie ze mnie nie żartować w ten sposób. Oddaję tombak – cisnęła w niego pudełkiem- i mam nadzieję, że więcej pana nie zobaczę.- Odwróciła się na pięcie i wróciła do stolika. Na jej policzkach pojawiły się bordowe rumieńce, a w oczach łzy. Była wściekła.
-Wychodzę. Mam już dość tego miejsca.- oświadczyła nam łamiącym się głosem
-Lil, uspokój się. Może on wcale nie jest taki zły.- wzięłam go w obronę.
-Bronisz go? Bet tego się po tobie nie spodziewałam. Widzisz, jaka to szowinistyczna świnia. Zero szacunku do kobiet.- była mocno wzburzona.
-Przepraszam, jeśli moje zachowanie panią uraziło.- stał tuż za nią, na dźwięk jego głosu Lil wyprostowała się jak struna- Działa pani na mnie jak narkotyk, nie mogę się oprzeć.- zbliżył swoje usta do jej ucha.
Na rękach Lil pojawiła się gęsia skórka. Odwróciła się do niego i spojrzała mu prosto w oczy wzrokiem, który mógłby zabić.
-Zostaw mnie w spokoju!- wycedziła przez zęby i wybiegła z sali.
Chciał za nią pobiec, ale zatrzymałam go mocnym szarpnięciem za rękaw.
-Michael myślę, że powinieneś dać jej czas. Usiądź z nami.
Andrea i Mery przyglądały mi się uważnie.
-Wy się znacie?- Andrea była szczerze zaskoczona.
-Tylko nie mów, że masz coś wspólnego z tym wszystkim. Lil ci nie wybaczy!- Mery spojrzała na mnie z wyrzutem.
-Przyjechałem tutaj za wami, żeby odszukać Lili. Chciałem ją przeprosić i omyłkowo zapukałem do pokoju Betty.  Ona nie ma z tym nic wspólnego. To wszystko ja… Chyba się zakochałem w waszej przyjaciółce.- Michael westchnął ciężko.
Spojrzałam na niego z ogromną wdzięcznością. Uratował mnie przed linczem. Mery i Andrea nie darowałyby mi spisku przeciw Lili.
Michael przywołał kelnera i zamówił dla nas drinki.
-Proszę, poradźcie mi, co mogę zrobić żeby Lili zechciała mi przebaczyć.- zadumał się nad kolorowym drinkiem.
-Nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe.- Mery spojrzała w jego smutne oczy- Nigdy jeszcze nie widziałam jej tak wściekłej. Działasz na nią jak płachta na byka.
Andrea zaśmiała się głośno.
-Taki z niej byk jak ze mnie gejsza. Wystarczy, że wskoczysz jej do łóżka i już wszystko jej przejdzie.
-Andrea przestań! – zdenerwowałam się tą jej ripostą.
Zawsze była uszczypliwa, ale czasem przesadzała.Michael zdawał się nie słyszeć słów Andrei.
-Może powinienem pójść jej poszukać?- spojrzał na mnie zagubiony.
Widziałam, że zależy mu na Lili. Niestety tracił ją zanim jeszcze zdołał  ją zdobyć. Było mi go żal.
-Spróbuj. Pokój…
-Tak wiem pokój numer osiemset dwanaście.- wstał, pożegnał nas uśmiechem i odszedł.
-A, co z tą lalą, która była z nim w samochodzie? Myślałam, że to jego laska.- Andrea przypomniała sobie o towarzyszącej mu kobiecie.
- Nie mam pojęcia. Widocznie nie była jego kobietą skoro zadał sobie trud żeby odnaleźć Lili.
-Jestem strasznie głodna. Zamówmy coś.- Mery miała słabą głowę i była już lekko wstawiona toteż odezwał się głośno jej żołądek.
Kelner podszedł i przyjął od nas zamówienie. Był nieco opryskliwy i nie spodobał się Andrei.
-A pan, co? Praca się nie podoba czy napiwki za małe?- uśmiechnęła się do niego puszczając oczko.
-A pani, co? Bawi się w faceta czy udaje kobietę?- kelner również puścił jej oczko.
Spojrzałam na Mery, Mery na mnie i o mało obie nie wybuchłyśmy śmiechem.
Andrea oburzyła się na jego komentarz.
-Jak pan może? Mam nadzieję, że szybko pan stąd wyleci!- podniosła na niego głos.
-Chciałbym, żeby to było takie proste.- kelner uśmiechnął się i odszedł do stolika obok.
Andrea lustrowała go wściekłym wzrokiem. Zwykle mężczyźni się jej bali i nie reagowali na jej zaczepki, ale on odwdzięczył się jej sowicie.
-Słyszałyście, jaka świnia!
-Andrea, nie obraź się, ale na jego miejscu również puściłabym ci podobny komentarz.- Mery opuściła wzrok widząc jak Andrea jeszcze bardziej czerwienieje ze złości.
-Po prostu zasłużyłaś sobie.- poparłam Mery.
-Jesteście okropne.- założyła ręce na ramionach i zrobiła obrażoną minę.
Zaczęłyśmy się śmiać. Wyglądała jak mała obrażona dziewczynka. Kelner zerkał w naszą stronę i uśmiechał się ukradkiem widząc naburmuszoną Andreę. Później gdzieś zniknął.
Zjadłyśmy pyszną kolację i wypiłyśmy jeszcze kilka drinków.  Andrea przez cały wieczór nie mówiła nic poza „tak” albo „nie”. Wciąż była na nas obrażona.
Byłyśmy już dobrze wstawione, kiedy znów podszedł do nas  uszczypliwy kelner. Tym razem miał na sobie zamiast kelnerskiej kamizelki, elegancki garnitur.
-Teraz wyglądam prawie jak ty.- uśmiechnął się do Andrei.
Spojrzała na niego zabójczym wzrokiem i gwałtownie wstała.