Babska załoga. Odcinek 9.


Odcinek 9
  Andrea była wściekła jak nigdy. Kelner stał tak naprzeciw niej i uśmiechał się patrząc jej w oczy.
-Penis przysłania ci mózg gnojku.- Andrea lekko się zataczała.
-Niestety nie jest, aż tak wielki. Ale żadna nie narzeka, więc chyba nie ma tak źle.- kelner znów się roześmiał puszczając Andrei oczko.
Obserwowałyśmy z napięciem całą tą sytuację. Andrea była wybuchowa, więc mogło się to źle skończyć. Musiałam interweniować.
-Andrea chodź pojedziemy do Very, dzwoniła, że pilnie nas potrzebuje.- miałam nadzieję, że to małe kłamstwo ją przekona. Całe szczęście się nie myliłam.
-Vera?! Czy coś się stało?- Andrea wystraszyła się nie na żarty.
-Spokojnie to nic takiego. Vera po prostu prosiła żebyśmy ją odwiedziły.- nie przypuszczałam, że tak bardzo się zdenerwuje.
-Może was podwieźć?- uśmiech zniknął z twarzy kelnera. Zatroskany zaproponował swoją pomoc.
-Wolałabym iść na kolanach niż wsiąść do samochodu z tobą.- Andrea zachwiała się i o mało nie upadła, kelner podtrzymał ją silnym ramieniem i postawił do pionu.
-Chyba daleko byś nie zaszła, a do tego podarłabyś sobie spodnie. W sumie mam takie same, więc mógłbym ci pożyczyć.- zaśmiał się cicho, ale po chwili spoważniał- Przepraszam nie będę cię już denerwował. Gdzie was podwieźć?
-Do szpitala. Jeśli to nie problem oczywiście.- przystałam na jego propozycję nie zważając na niezadowolenie Andrei.
-Więc chodźmy.- wskazał nam drogę.
Boy hotelowy podstawił samochód pod same drzwi. Nie wyglądał jak samochód kelnera, ale bogacza. Do tego boy zwracał się do kelnera panie Folk. To było, co najmniej dziwne. Ja jednak bardziej skupiałam się na tym jak wyjaśnić tą całą sytuację. Vera raczej mnie wsypie i wyda się, że okłamałam Andreę. Będzie wściekła.
-Musisz dostawać niezłe napiwki skoro stać cię na taki wózek.-Andrea rozglądała się po luksusowym wozie.
-Dorabiam, jako striptizer.- mężczyzna zaśmiał się głośno.
Andrea chciała coś powiedzieć, ale najwyraźniej zabrakło jej ciętych ripost, bo tylko głośno westchnęła i odwróciła wzrok w stronę pięknie oświetlonego miasta.
   Dojechaliśmy na miejsce w krótkim czasie. Mężczyzna otworzył nam drzwi i pomógł wysiąść. Był szarmancki i miły, a do tego zabawny. I potrafił uciszyć Andreę to było mistrzostwo.
-Czy możemy poznać pana imię panie Folk?- Mery zwróciła się do niego z uśmiechem.
-Matthew Folk do dyspozycji  pani Mery, Betty i Andreo.- ucałował kolejno nasze dłonie.
Zawahał się tylko na moment przy Andrei. Chyba przez moment zastanawiał się czy aby nie dostanie w twarz, ale Andrea podała mu dłoń, choć jej twarz wciąż wyrażała złość i niezadowolenie.  Andrea nie pozwalała się dotykać mężczyzną, a jemu pozwoliła pocałować swoją dłoń. To było coś dziwnego. Może po prostu nie chciała zaczynać z nim przepychanek słownych, bo czuła w nim godnego siebie przeciwnika.
-Dobranoc.- wyrwała dłoń i udała się w stronę windy.
-Matthew nie przejmuj się nią. Trafiła kosa na kamień. Po prostu jesteś mocnym przeciwnikiem w jej słownych gierkach i chyba zaczyna się ciebie bać.- wyjaśniłam mu półgłosem.
-Cieszę się, że mogę się z nią zmierzyć jest naprawdę dobra.- uśmiechnął się wsiadając do wozu.
     Po kilku minutach znalazłyśmy się na piętrze, na którym znajdował się pokój Very. Wiedziałam, że zaraz Andrea się na mnie wścieknie, a wtedy potrafi być bardzo nieprzyjemna. Niestety musiałam się z tym zmierzyć. Korytarz był oświetlony niewielkimi lampkami. W recepcji spotkałyśmy pielęgniarkę, tę samą niziutką blondynkę, która wczoraj była na dyżurze.
-Panie do kogo?- zapytała piskliwym głosikiem.
-Do Very Nox, wezwała nas do siebie. Czy wszystko z nią w porządku?- Andrea była zatroskana.
-Nic mi nie wiadomo o pogorszeniu się stanu pani Nox. Możecie panie wejść, ale proszę nie męczyć pac jętki zbyt długo.
-Dziękujemy.- z wątpliwą radością zwróciłam się do kobiety.
W duchu miałam nadzieję, że odeśle nas do domu i każe wrócić jutro rano. Niestety była taka milutka.
    Zbliżyłyśmy się do sali, na której leżała Vera. Z zza drzwi dochodziły dziwne dźwięki. Weszłyśmy do środka. Sala była ciemna i pusta, tylko jedno łóżko osłonięte było parawanem, zza którego słychać było pomruki i głośne oddechy. Zbliżyłyśmy się powoli i cicho. Andrea jednym szybkim ruchem odsłoniła parawan. To co zobaczyłyśmy niemal powaliło nas z nóg.