Babska załoga odc.11


Odcinek 11
    Obudziło mnie mocne słońce wpadające przez wielkie okno wprost na moją twarz. Jego ciepło było takie kojące. Ładowało moje akumulatory wyczerpane po zeszłej nocy. Po chwili wstałam wypoczęta i szczęśliwa, miałam bardzo pozytywne nastawienie do nadchodzącego dnia. Założyłam na siebie lekką, zieloną sukienkę i popędziłam na śniadanie. Miałam nadzieję, że spotkam po drodze dziewczyny, ale widocznie były już na dole. Byłam w tak dobrym nastroju, że niemal płynęłam korytarzem. Nagle zza rogu wyskoczył wprost na mnie jakiś mężczyzna. Przewrócił mnie, ale zbytnio się tym nie przejął. Podał mi dłoń pomógł wstać i nie mówiąc ani słowa odszedł w swoją stronę. Widać był zamyślony, ale to nie zmieniało faktu, że zachował się podle.
-A przepraszam gdzie? Niewychowany typ.- oburzyłam się.
Przy stole siedziała już cała trójka. Lil była już w lepszym stanie. Wyglądała ślicznie, ale jej oczy miały dziwny wyraz. Andrea jak zwykle miała na sobie elegancką koszulę i spodnie na kantkę, ale jej włosy były delikatnie rozwiane. Wyglądała bardziej kobieco z tym nowym uczesaniem. Mery miała na sobie śliczną dziewczęcą sukienkę w kwiaty, w której wyglądała dość dziecinnie, ale ładnie.
-Cześć. Jak minęła noc?- ucałowałam Lil w policzek.
-Dobrze. Już wszystko dobrze.- uśmiechnęła się szczerze.
-Próbujemy z niej wyciągnąć coś na temat tego gbura, ale nic nie chce mówić.- Andrea udawała lekko obrażoną.
-Mówiłam ci już żebyś jej dała spokój. Powie, kiedy będzie gotowa.- Mery stanęła w obronie Lil.
-Dziękuję Mery, ale nie ma, o czym mówić.- Lil wciąż miała dziwnie zawzięty wzrok- Masz racje Andreo ten gbur myśli, że można mnie kupić pierścionkiem za dwa miliony i tanim liścikiem. Nie po tym, co zrobił. Nie mogę mu tego wybaczyć.- w oczach Lil znów pojawiły się łzy.
-Dwa miliony?!-Andrea usłyszała chyba tylko to jedno zdanie, po którym opadła jej szczęka.
-Dlaczego nie spróbujesz mu wybaczyć. Jemu chyba naprawdę na tobie zależy.- miałam nadzieję, że zmięknie.
-Siedział wczoraj pod moimi drzwiami do pierwszej w nocy. Rozmawialiśmy. Jest dobrym człowiekiem i może faktycznie mu na mnie zależy, ale nie potrafiłabym z nim być. Zna moje najskrytsze tajemnice. Czuje się przy nim naga. Po prostu nie potrafię.- Lil była chyba zła na samą siebie.
Nie mogłam zrozumieć, co takiego wiedział, czego my nie wiedziałyśmy. Musiałam z nim porozmawiać. Czułam, że Lil mogłaby być z nim szczęśliwa. Musiałam im pomóc.
-Może wystarczy, jeśli ty poznasz jego tajemnice. Wtedy będziecie kwita. Co ty na to?- Mery wpadła na genialny pomysł.
-Jakie on może mieć tajemnice. To bogacz, którego życie zawsze było bajką i zawsze dostawał to, czego chciał. Nie chcę być jego kolejną zdobyczą.- Lil była zawzięta.
Nie wiedziała tylko, że on stał za nią i słyszał jej słowa.  Mery spojrzała na niego, a później na Lil wymownie.
-On tu jest, prawda?- Lil zrozumiała.
Skinęłyśmy głowami niemal równocześnie.
-Tak. Jestem.- schylił się i ucałował jej dłoń wciąż patrząc głęboko w oczy.
-Czy mogę się przysiąść? – zapytał z uśmiechem.
-Tak.- odpowiedziałam bez namysłu.
-Nie.- Lil spojrzała na mnie z wściekłą miną.
Usiadł udając, że nie słyszał sprzeciwu Lili. Wpatrywał się w nią jak w żywy obraz. Był zakochany. Jak ona mogła nie wierzyć tym ciemnym oczom, które żarzyły się od miłości?
-Michael, właśnie uznałyśmy, że żeby było kwita powinieneś wyjawić Lil swoje najskrytsze sekrety. Wtedy będzie mogła zapomnieć o pamiętniku.- Andrea wiedziała, że robi Lil na złość wypowiadając na głos pomysł Mery.
-Andrea! Zobaczysz odwdzięczę ci się.- Lil była wściekła.
W tym momencie podszedł do nas kelner, który wczoraj naraził się Andrei.
Nie wyglądał dziś jak kelner, ale jak jeden z tych biznesmenów, którzy trzymają w ręku ogromne korporacje. Idealnie skrojony garnitur i nienaganna fryzura sprawiły, że Andrei brakło tchu.
-Matthew! Przyłączysz się do nas? – Michael przywitał się z mężczyzną- Gdzie moje maniery? Drogie panie to Matthew Folk właściciel hotelu. To Betty, Mery, Andrea i Lily.
-Mieliśmy się przyjemność już poznać.- Matthew uśmiechnął się do Andrei.
-Tyle, że chyba wczoraj byłeś kelnerem, dziś już właścicielem, a kim będziesz jutro? Woźnym?- Andrea zaśmiała się szyderczo.
-Kim będzie trzeba mogę być nawet księciem na białym koniu, jeśli ty możesz być kobietą.- znów zaczęli wymieniać uszczypliwe zdania –A widzę, że powoli się do tego zbliżasz. Dziś widać wreszcie, że masz piersi. I to nie byle, jakie, a do tego ta frywolna fryzurka. Coraz lepiej się zapowiada.- puścił jej oczko.
Andrea zrobiła się purpurowa ze złości.
-Całe szczęście nie jesteś w moim typie.  Nie lubię słodkich lalusiów. Pewnie jesteś gejem.- Andrea uśmiechnęła się widząc jego minę.
Podszedł do niej, rozglądnął się po sali upewniając się, że nikt nie patrzy, schwycił ją za włosy i pociągnął do tyłu. Teraz jego twarz znajdowała się tuż nad jej twarzą. Pocałował ją brutalnie i mocno, przytrzymując jej włosy. Po chwili oderwał od niej usta i spojrzał w jej oczy. Był w nich strach, a po policzkach spływały łzy.
-I co dalej twierdzisz, że jestem gejem?
Wszystkie przyglądałyśmy się jego zachowaniu w osłupieniu niemal sparaliżowane. Wiedziałyśmy, co przypominało to Andrei. Tylko Michale i Matthew zdawali się dobrze bawić. Dopiero, kiedy zauważyli łzy Andrei zorientowali się, że coś jest nie tak.
Andrea wybiegła zapłakana do toalety.
-Cholera! Co ja takiego zrobiłem? To miał być tylko żart.- Matthew nie rozumiał całej tej sytuacji.
-Pójdę do niej.- Mery wstała od stołu i udała się do łazienki.
-Spokojnie. Nic jej nie będzie, ale nie licz na to, że będzie chciała z Tobą rozmawiać.- nie chciałam mu mówić o tym, co spotkało Andreę.
-Wydawała się taką twardą babką. Myślałem, że co najwyżej dostanę w twarz, ale nie spodziewałem się takiej reakcji.- Matthew wciąż był w szoku. Najwidoczniej Andrea się mu podobała i wcale nie chciał jej urazić.
-Może zmienimy temat. Jedziemy dziś po Verę. Może już wyjść ze szpitala.- Lil przekazała mi dobrą wiadomość.
-Świetnie! O której możemy ją odebrać?
-Około trzeciej.- Lil starała się nie zwracać uwagi na mężczyzn siedzących obok nas.
-Słyszałem, że chcecie zagrać w tajemnice.- Matthew spojrzał na nas z poważna twarzą.
-Tak.- Michale spojrzał na Lili.
-Nie.- zaprzeczyłam widząc niezadowolenie Lil.
-Boicie się? Taka szkoda. To świetna zabawa, ale nie dla tchórzy.- Matthew spojrzał na nas z lekkim uśmiechem.
-Wcale się nie boimy. Jak to wygląda?- Lil była zdeterminowana. Bardzo nie lubiła, kiedy ktoś nazywał ją tchórzem.
-Lil! Zwariowałaś?- wiedziałam, że może tego żałować, ale wiedziałam też, że raczej nie zmieni zdania.
-To gra nie dla każdego. Mamy w hotelu specjalny pokój, w którym spotykają się ludzie, którzy chcą zagrać w tajemnice. To gra, którą pewnie znacie z dzieciństwa tyle, że ta wersja jest nieco bardziej szalona. Zadajemy sobie nawzajem pytania o nasze największe tajemnice. Pytany odpowiada, albo dostaje do wykonania zadanie. Szalone zadanie. Ale ta gra nie jest dla słabych ludzi. Myślę, że lepiej będzie jak zapomnicie, że o tym wspomniałem.- Matthew potrafił sterować ludźmi według własnego uznania.
-Jesteśmy silniejsze niż ci się wydaje! Wchodzimy w to! Powiedz tylko gdzie i kiedy?- Lil podjęła wyzwanie.
-Dziś o dziewiątej wieczór. Spotkamy się tutaj.
-Lil to nie jest dobry pomysł.- miałam nadzieje, że zrozumie. Niestety była zbyt uparta i pewna siebie.
Po chwili Andrea i Mery wróciły z toalety. Andrea miała podpuchnięte oczy, ale już zdołała się na tyle uspokoić, żeby dokończyć śniadanie. Nie spoglądała jednak w ogóle w stronę Matthewa, który przyglądał się jej wnikliwie.
-Przepraszam, jeśli cię uraziłem. Chciałem tylko… To był głupi żart.- próbował złapać jej uciekający wzrok.
Dotknął jej dłoni próbując pozyskać jej uwagę.
-Nie dotykaj mnie!- Andrea krzyknęła odsuwając stanowczo dłoń.
-Przepraszam, już nie będę.- mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony.
Czuł, że skrzywdził ją swoim zachowaniem, ale zupełnie nie mógł zrozumieć, dlaczego. Była taką silną, władczą kobietą, potrafiła swoim ciętym językiem sprawić, że świetnie się bawił. Teraz jednak wyglądała jak wystraszony kotek, który broni się przed oprawcą pazurami. Miał nadzieję, że uda mu się zrozumieć jej zachowanie właśnie dziś wieczór.
-Matthew zaprosił nas do gry w tajemnice. Wchodzicie w to?
-Jasne, że wchodzą. Będziemy miały z was niezły ubaw panowie.- Lil nie dopuściła dziewczyn do głosu.
-W takim razie do zobaczenia wieczorem.- Michael pożegnał się i wyszedł z restauracji.
Matthew również wstał od stołu i pożegnał się lekkim uśmiechem.
-Zwariowałaś Lil!- miałam jej czasami serdecznie dość.
-Dlaczego tak uważasz? Masz coś do ukrycia. Ja mam wreszcie ochotę pozbyć się tych wszystkich rzeczy, które ciążą mi na sercu. Chcę być wreszcie wolna.- Lil była taka poważna.
-Andrea, ty chyba w to nie wejdziesz?- Andrea rzadko zgadzała się z Lil. Miałam nadzieję, że tym razem wykaże się większym rozsądkiem.
-Masz rację Lil. W końcu jesteśmy w LA. Czas najwyższy zaszaleć. Za kilka dni znikniemy stąd i już więcej ich nie spotkamy, więc co tam!- Andrea jednak czasami zgadzała się z Lil. Nic dziwnego obie były tak samo szalone.