Babska załoga odc. 12.

2533521g2bw0glfn6


Odcinek 12
   Dzień spędziłyśmy na słodkim leniuchowaniu. Opalałyśmy się i pływałyśmy w basenie, który położony w centrum Los Angeles wydawał się rajską oazą. Piękna, błękitna, gorąca woda, wokół mnóstwo palm i kelnerzy serwujący drinki. Żyć, nie umierać. Było tak miło, a mimo to każda z nas w duchu bała się nadchodzącego wieczoru. Miał być on przełomowym w życiu Lil, ale nie tylko w jej życiu. Mógł odbić się piętnem na naszej paczce. Nie chciałam w tym uczestniczyć, ale nie mogłam zostawić dziewczyn samych sobie. A może po prostu ciekawość brała górę nad rozumem. Andrea po porannym incydencie cały czas miała wrażenie jakby ktoś się jej przyglądał. Wydawało mi się, że po prostu przez to wszystko jest przewrażliwiona. Nikt z gości hotelowych, których przy basenie można było policzyć na palcach jednej ręki nie był natarczywy, ani nie przyglądał się jej nachalnie. Ale nawet, jeśli by tak było nie było by w tym nic dziwnego. Andrea, która, na co dzień ukrywała swoją kobiecość przebierając się w strój kąpielowy stawała się prawdziwą seksbombą. Zdawała sobie z tego sprawę i zawsze, kiedy wstawała z leżaka zakładała na siebie długi jasny szlafrok, zasłaniając tym samym swoje ponętne ciało. Każda z nas łącznie z Lili zazdrościła jej pięknej figury. Wydawało mi się niedorzeczne to jej przeczucie, co do podglądacza, aż do chwili, kiedy zauważyłam w jednym z okien na piętrze mężczyznę, który ewidentnie się w nią wpatrywał.  Niestety słońce, które odbijało się od szkła uniemożliwiało mi rozpoznanie owego podglądacza.
-Może już będziemy się zbierać. Za niedługo musimy jechać po Verę.- nie chciałam martwić Andrei, ale musiałam ją stamtąd zabrać.
-Racja. Przydałoby się wziąć kąpiel przed wyjazdem do szpitala. – Lil musiała się przygotowywać do wyjścia sporo czasu. Uwielbiała mieć wszystko dopięte na ostatni guzik.
-Ok. Mam już dość tego słońca. – Andrea zakryła się szlafrokiem i podążyła na przód.
Zerknęłam jeszcze raz w stronę okna, w którym widziałam mężczyznę. Nikogo tam już nie było. Zastanawiałam się czy aby nie udzieliła mi się panika Andrei.
       O drugiej byłyśmy gotowe. Przed hotelem czekała już na nas taksówka. W niecałe pół godziny znalazłyśmy się w szpitalu.
-Ciekawa jestem czy doktorek dziś też u niej będzie. Pewnie przyjdzie się pożegnać.- Andrea uśmiechnęła się zadziornie
-Jaki doktorek? O czym ty mówisz Andrea?- Lil nie wiedziała o wczorajszej przygodzie.
-Ach tak. Ty nic nie wiesz! Nasza święta Vera puściła się z doktorkiem i to na naszych oczach.- Andrea śmiała się głośno widząc oburzoną minę Lil.
-O, czym ona mówi? Bet? Mery?- spoglądała na nas pytająco.
-Mówi prawdę. Tyle, że mogłaby ją ubrać w nieco ładniejsze słowa.- nie mogłam zaprzeczyć.
-Vera i doktor Zack? Ten świntuszek! Ale mnie ominęło.- Lil, aż podniosła brwi z niedowierzania.
Na korytarzu spotkałyśmy starszą pielęgniarkę, której wyraz twarzy zdawał się mówić: „Czego tu chcecie paniusie?”
-My do Very Nox. Czy jest już gotowa do wyjścia?- starałam się przymilić strasznej pielęgniarce.
-Gotowa. Zabrać wózek i za mną.- rozkazała szorstko, grubym głosem.
-Masakra! Co za miła kobieta.- Andrea nie mogła powstrzymać się od komentarza.
Zabrałam wózek stojący pod ścianą i podążyłam za „miłą kobietą”. Sala wydawała się większa niż wczoraj i był na niej większy ruch, a do tego nie było żadnych dziwnych odgłosów. Vera siedziała ubrana na łóżku, a przed nią niemal na klęczkach znajdował się doktor Zack. Trzymał swoje dłonie na jej kolanach i wpatrywał się w jej oczy. Wyglądali na szczęśliwych i zakochanych. Tyle, że nasza Vera nie zakochiwała się tak szybko do tego w zupełnie obcym facecie.
-Cześć Słonko!- Lil podeszła nieśmiało do Very i ucałowała ją w policzek.
-Cześć Kochane.- Vera uśmiechnęła się do nas szczerze.
Doktor Zack wstał nieco speszony.
-Witam, dziewczyny. Myślę, że mogę ją wam oddać, ale musicie mi obiecać, że będziecie się nią dobrze opiekować.- pogładził twarz Very.
-Nie musisz się o mnie martwić. Będę w dobrych rękach, ale to nie zmienia faktu, że będę bardzo tęsknić.- Vera wpatrywała się w twarz doktora z uśmiechem.
-Zjawie się zaraz po pracy, około ósmej.
-To dobrze, bo my musimy wyjść o dziewiątej.- Andrea palnęła bez przemyślenia.
-A gdzie to się beze mnie wybieracie?- Vera była zaintrygowana tym, co powiedziała Andrea.
-Nic takiego. Musimy na trochę wyjść…- nie chciałam wplątywać Very w ta dziwną zabawę.
-Jak to nic. Zagramy dziś w tajemnice. Może się przyłączycie?- Lil nie ukrywała podekscytowania.
-W tajemnice? Słyszałem o tej grze. Z tego, co wiem nie ma tam żadnych granic.- Zack zdziwił się słysząc ofertę.
-Co o niej słyszałeś?- Vera była żywo zainteresowana, ale i zaniepokojona.
-To gra dla bogaczy, którym nie wystarczają zwykłe rozrywki. Zbierają się i zadają sobie pytania o najintymniejsze sprawy. Jeśli ktoś nie chce odpowiedzieć dostaje zadanie, które wcale nie jest łatwe i często nie jest zgodne z prawem. Raz nawet słyszałem, że jedna dziewczyna zginęła podczas takiej zabawy.- Zack powtórzył plotki, które kiedyś zasłyszał.
-A, co jeśli nie odpowiem i nie zrobię zdania?- Mery była przestraszona i miała coraz więcej wątpliwości, co do owej zabawy.
-Z tego, co wiem to nic. Ale za zwyczaj nikt nie chce stchórzyć i wypełnia zadania.
-No właśnie. Nie mamy wyjścia. Zgodziłyśmy się i musimy dotrzymać słowa. Raz się żyje!- Lil była zdeterminowana.
-W takim razie ja i Zack też idziemy. Musi tam być ktoś, kto może was pilnować i do tego pomoc medyczna też się przyda. Mam rację Zack?- Vera była zdecydowana.
-Tak Kochanie! Musimy tam być!- Zack również podjął wyzwanie.
-Więc jedźmy. Muszę się przygotować. – Vera miała w sobie dziwną siłę, której wcześniej u niej nie zauważyłam. Była pewna siebie i otwarta, a do tego wyglądała jakoś ładniej. Chyba właśnie tak na kobietę działa miłość. Odejmuje lat i dodaje skrzydeł.
Jeszcze pożegnanie z doktorem i już byłyśmy ponownie w taksówce. Co prawda noga Very od kolana w gipsie sprawiała spore problemy w przemieszczaniu się, ale jakoś udało nam się ja upchnąć w ciasnej taksówce. Zeszłyśmy na kolację. Dziwne było to, że nie spotkałyśmy ani Michaela, ani Matthew.  Skończyłyśmy kolację przed siódmą.
-Musimy się przygotować na ciężką noc.- Lil westchnęła ciężko, zjadając ostatni kęs mięsa, którego zwykle nie jadała.
-Chyba ci się coś poprzestawiało. Odkąd to jesz mięso?- Vera zaśmiała się widząc jak cała kolacja zniknęła z talerza Lil.
-Wojownik idąc na wojnę musi się porządnie posilić.- Lil stwierdziła zupełnie poważnie.
-Wiecie, co? Wydaje mi się, że chyba trochę przesadzacie z tą grą. Zabawimy się chwilę i wrócimy do swoich pokoi. Co takiego może się wydarzyć?- miałam już dość tego ich koloryzowania.
-Mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz Bet!- Mery mnie poparła.

-Zobaczymy!- Andrea jak nigdy w tej jednej sprawie wciąż zgadzała się z Lil.