Babska załoga. Odcinek 15

786_zakochani


Odcinek 15
   Zdążyliśmy już zjeść wszystkie przekąski i wypić kilka słabych drinków, a Zack wciąż nie wracał. Zostało mu jeszcze piętnaście minut do końca czasu. Vera przemierzała pokój gryząc paznokcie ze zdenerwowania i szeptała coś pod nosem.
-Vera uspokój się! Na pewno zaraz wróci.- uspakajałam ją, choć sama wątpiłam w swoje słowa.
Zastanawiałam się, co się z nami stało żeby namawiać człowieka do kradzieży. Do tego to właśnie Vera najpobożniejsza z nas wpadła na tak diabelski pomysł. To niewiarygodne jak złość i rozczarowanie mogą wpłynąć na człowieka. Przestaje myśleć racjonalnie. To ją tłumaczy, ale my? Siedziałam i myślałam jak to możliwe, że żadne z nas nie wyraziło swojego sprzeciwu wiedząc, że Zack może za to wylądować w więzieniu. Czy ta gra i chęć poznania tajemnic skrywanych przez obcych i bliskich nam ludzi sprawia, że stajemy się zwierzętami?  Instynkt przetrwania i poznania przeciwnika jest silniejszy niż przekonania i wszystkie wyznawane wcześniej wartości. Może powinnam wstać i pójść go poszukać, może powinnam przemówić Verze do rozumu i zakończyć ten idiotyczny cyrk. Już miałam wstać, kiedy nagle do pokoju wpadł zdyszany Zack z małą torbą na zakupy w dłoni.
-Cholera! Zdążyłem?- spojrzał na nas nieco speszony i przestraszony.
Wydaje mi się, że nie bał się odpowiedzialności za swój czyn. Bał się tego, że czas, który miał do dyspozycji mógł się skończyć.
Vera uśmiechnęła się szeroko. Widać było jak całe napięcie z jej ciała ulatnia się gdzieś w przestrzeń i pozostawia ją spokojną jak nigdy.
-Jesteś dokładnie trzy minuty przed czasem. Gratulacje!- Matthews  podał mu rękę- Pokaż co tam masz!- zabrał torbę z rąk Zacka.
Podszedł do jednej ze ścian, nacisnął mały guzik i z sufitu wyłonił się wielki, ciemny ekran.
Zack uśmiechnął się do Very, podszedł do niej powoli i pocałował ją w policzek.
-Zrobiłem to dla ciebie pączuszku.
Vera nieco się zawstydziła, ale już po chwili się wściekła.
-Nie mów tak do mnie. Ciekawa jestem, co masz na sumieniu. Zaraz wszyscy zobaczymy.- Vera pogroziła mu palcem.
Zack opuścił głowę. Wyglądał na kogoś, kto faktycznie coś przeskrobał, ale wyglądał również na kogoś mocno skruszonego i zakochanego na zabój w „pączuszku”.
-Wolałbym, żebyś nie oglądała tych kaset. Nie jestem święty i mam sporo problemów ze sobą, ale kiedy cię zobaczyłem wiedziałem, że to właśnie ty jesteś moim przeznaczeniem i dla ciebie chcę skończyć z dotychczasowym życiem.- schwycił jej dłoń i z nieudawaną szczerością patrzył jej w oczy.
-Co takiego może być na tych kasetach, że tak strasznie nie chcesz mi ich pokazać?- Vera wciąż próbowała czegoś więcej się dowiedzieć.
Bała się, że dowie się o nim czegoś, czego nie będzie potrafiła zaakceptować, wolała usłyszeć wszystko od niego osobiście, ale on jak uparty osioł wciąż nie chciał wyjawić swojego sekretu.
-Vera uwierz mi, że nic, co mogłoby cię ucieszyć. Proszę po prostu daj spokój. Wyjaśnię ci wszystko, kiedy stąd wyjdziemy.
-Nie ma takiej opcji. Matthews włączaj. – Vera spojrzała na mężczyznę, który z niecierpliwością czekał na jej jasne polecenie.
Zack zakrył dłońmi twarz i odwrócił się tyłem.
Film z kamery był biało czarny, niezbyt wyraźny, ale nie przeszkadzało to w rozpoznaniu Zacka i jego kolegi z pracy Dana. Obaj nieźle podchmieleni śmiali się robiąc sobie żarty ze starszej kobiety, która nieprzytomna leżała na noszach.
-Przewiń to nie chcę tego słuchać.- Vera wzburzona rzuciła do Matthews.
-Uspokój się. To przecież nic strasznego. – Lil spojrzała zdziwiona na przyjaciółkę.
-Nic strasznego? Ty chyba oszalałaś! Ten mężczyzna, w którym się zakochałam- Vera przełknęła głośno łzy- nie ma szacunku ani do pracy, ani do ludzi. To okropne!- krzyknęła
Zack nie był w stanie podnieść na nią wzroku. Nie był zaskoczony jej reakcją, ale obawiał się tego, co jeszcze może znaleźć się na taśmach. Pomimo to postanowił, że Vera musi się o nim dowiedzieć wszystkiego. Nie chciał tym razem opierać związku na kłamstwach. To dla niej postanowił się zmienić, już nawet zapisał się na terapię.
-Zatrzymaj!- Vera znów krzyknęła, kiedy na ekranie pojawił się dziwny obraz.
Matthews pokornie posłuchał jej polecenia, choć wiedział, że to, co zobaczy nie będzie miłe.
Na ekranie pojawił się Zack w niedwuznacznej sytuacji z młodą  pacórej noga była unieruchomiona w szynie.ętką iedział, że to co zobaczy nie będzie miłe.
jentką, której noga była unieruchomiona w szynie.
-Czy ty to robisz z każdą napotkaną w pracy kobietą?- Vera oburzona i załamana spojrzała Zackowi w oczy.
W jej głowie kłębiły się setki myśli i na pewno czuła się oszukana. Ten mężczyzna, którego uważała za odzyskaną miłość zranił ją jak nikt inny.
Do tego jeszcze stał teraz i nie odzywał się ani słowem. W jego oczach pojawiły się tylko błyszczące łzy i potężny strach.
-No,co dupku? Zabrakło ci języka w gębie? Myślisz, że mnie weźmiesz na litość? Grubo się mylisz!- Vera rzuciła szklanką z całej siły w miękką ścianę. Szkło rozbiło się z impetem dopiero upadając na podłogę i głuchą ciszę przerwał głośny trzask tłuczonego szkła.
Odwróciła się do Zacka plecami, bo nie mogła dłużej znieść jego widoku. Podeszłam do niej by przytulić ją i spróbować pocieszyć w tak trudnej dla niej chwili.
-Vera już dobrze. To tylko facet. Masz jeszcze nas. Wiem, że to nie to samo, ale my cie nie opuścimy nigdy. Jeszcze znajdziesz swojego księcia.- wyszeptałam jej do ucha.
Vera cicho łkała nie chcąc z siebie robić ofiary, każdą jedną łzę, która próbowała spłynąć po jej policzku wycierała szybkim ruchem ręki.
Wszyscy mieli grobowe miny wiedząc, że niewinna zabawa przerodziła się w coś w rodzaju regularnej bitwy na coraz to mocniejsze chwyty prosto w serce. Nikt z nas nie przypuszczał, że może to zajść tak daleko.
W pewnej chwili Zack, na którym zawieszone były oczy wszystkich prócz Very lekko odchrząknął.
-Chciałbym to wyjaśnić. Nie po to żeby się tłumaczyć, ale po to żebyś dała mi jeszcze jedną szansę. Tak to prawda jestem alkoholikiem i erotomanem. Piłem w pracy, za kółkiem i gdzie tylko się dało. Bzykałem wszystko, co się rusza, no może bez przesady, ale mniej więcej tak to wyglądało.- Zack poczerwieniał z emocji.
Vera odwróciła się w jego stronę i postanowiła w skupieniu wysłuchać tego, co ma do powiedzenia.
-Właśnie taki jestem! Dzięki tobie Pączuszku zrozumiałem, że nie chcę już tak dłużej żyć. Do momentu, w którym cię poznałem moje życie było pozbawione sensu. Nie było w nim miejsca na uczucia, ludzi i mnie samego. Liczyło się tylko to, żeby sprawić sobie przyjemność i nie myśleć o problemach codzienności. W dniu, w którym cie poznałem i zaczęłaś mówić o Bogu i o tym, że twój wypadek to nie pech tylko Boski plan coś mnie tknęło. Coś ukłuło mnie w samo serce i zrozumiałem, że nie mogę tak dalej żyć. Opowiadałaś mi o swoim życiu, o utraconej miłości i o tym, że widocznie taki był plan Boga. I wiesz, że wtedy zrozumiałem, że masz rację. On postawił cię na mojej drodze, żebyś odmieniła moje życie, żebyś uczyniła ze mnie lepszego człowieka. Błagam cię wybacz mi te wszystkie kłamstwa i to, że tak długo zwlekałem z wyjawieniem ci prawdy o sobie. Daj mi jeszcze jedną szansę, tak jak Bóg daje ją nawróconej owieczce.- Zack spoglądał w oczy Very, a po ich policzkach spływały łzy jedna po drugiej.
-Nie wiem czy potrafię po tym wszystkim. Nie jestem Bogiem i nie wiem czy potrafię tak łatwo wybaczać. – płacz dławił jej słowa.